Troszke mnie nie było.
Pojechałam na 2 dni do mojej kochanej Babci, z którą bardzo lubię przebywać bo,
to Ona mnie rozumie,
to Ona mnie wspierała i nadal wspiera,
to Jej mogę się ze wszystkiego zwierzyć,
to Ona nigdy nie rozpowie innym moich sekretów,
to Ona nigdy nie ocenia mnie z góry,
to dzięki Niej mogę poczuć się wyjątkowo,
to do niej wybrałam się podczas moich pierwszych wagarów,
to właśnie ona jest moją przyjaciółką, siostrą, mamą i babcią w jednej osobie.
Kocham Ją.
Kocham Ją za to, że nie jest jak większość babć.
Ona jest wyrozumiała,
jest ateistką,
słucha starego rocka,
i choć może lata nie dopisują jej figurą,
to jednak nadal wygląda olśniewająco.
Nigdy nie widziałam jej nie uczesanej,
nigdy nie widziałam u niej siwego włosa,
nigdy nie widziałam jej nie umalowanej..
Praktycznie nie ma zmarszczek,
cera blada,
wyglądem przypomina porcelanową laleczkę.
U niej zawsze mogę wypocząć i zapomnieć o wszystkich zmartwieniach i całym znienawidzonym przeze mnie świecie.
Potem wróciłam do domu,
pustego, przepełnionego niczym nie zagłuszającą ciszą,
do moich kochanych książek,
do moich świeżych ziaren kawy,
do mojego wielkiego i zimnego z powodu braku mojej obecności łóżka,
do wszystkich myśli, które najbardziej mnie gnębią kiedy siedzę w domu..
Jest mi ciężko..
ciężko, bo z powodu mojej nogi nie mogę ćwiczyć..
do 14 nie mogę przejść na dietę..
"cudowni" znajomi wydzwaniają do mnie i pytają się kiedy wbijam na jakiś dobry melanż..
do tego wszystkiego odwiedził mnie Krzysiek..
było niezręcznie,
nie wiedzieliśmy jak mamy się zachować bo od naszej ostatniej rozmowy minęło sporo czasu,
czasu nie odzywania się do siebie..
Ale w końcu porozmawialiśmy,
i chyba przyjaźń wróciła,
do tego dowiedziałam się nowinki, która mnie bardzo ucieszyła,
otóż Krzysiek przyznał mi się, że jest chyba bi,
bo przez ostatni tydzień spotyka się z jednym chłopakiem i szczerze wyznał, że nawet mu się on podoba.
Wspaniale,
niech tego chłopak nie schrzani :)
Teraz siedzę w pokoju,
palę..
pierwszy raz zapaliłam w pokoju..
ale dzisiaj załamałam się sobą,
bo cały czas zastanawiam się Co ja dobrego wyprawiam ze swoim życiem?
z roku na rok, zachowuję się coraz gorzej..
wybieram złe ścieżki..
złe wybory..
złe diety..
złe motywacje..
wszystko co złe.
Nie mogę patrzeć na siebie..
brzuch? u mnie tego nie można nazwać już brzuchem, to jakaś totalna masakra..
nogi? nie chcę nawet o nich wspominać..
Chcę już zdjąć gips,
Chcę już przestać otwierać drzwi i wpuszczać w swoje życie kolejne porażki.
Chciałabym,
Chciałabym w końcu poznać siebie,
docenić,
przestać wyliczać wady,
pokochać..
Czy to tak wiele?
cześć kochanie
OdpowiedzUsuńnie, to nie wiele
jednocześnie tak dużo.
czemu nie możesz teraz zacząć diety ? nie musisz chodzić do szkoły, możesz właśnie zadbać o regularne zdrowe jedzenie, czytać książki, oglądać filmy, nitrować benzen do woli :D
zacznij już
Twój brzuch zniknie
mój powoli kurczy się i zanim Ty zaczniesz, mojego już zupełnie nie będzie
pomyśl o tym w taki sposób :)
ps. mega babcia ! <3
Usuńmam nadzieję, że poradzisz sobie i będziesz szczęśliwa kochana : trzymaj się
OdpowiedzUsuń